czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 1

Zaparzyłam czarną kawę, która pachniała tak intensywnie, że mimo gorąca, pragnęłam zanurzyć wargi w ciepłej, ciemnej cieczy. Od kiedy? Od kiedy uważałam, że kawa była dobra. Moje nastawienie do niej zmieniło się tak szybko, jak moje życie po tragedii. Wiele razy moje poglądy przybrały inne punkty widzenia. Czas płynął, nastawienie zaczęło się zmieniać. Dlaczego jak byłam mała lubiłam ciastka, a teraz wolę paluszki? Czemu czarna kawa stała się lepsza niż słodkie cappuccino robione na mleku? Dlaczego moja matka podniosła pistolet i przykładając go do swojej skroni, strzeliła na moich oczach? Nikt nie znał odpowiedzi na pytania. Do tej ostatniej sytuacji także zmieniłam nastawienie. Przestałam obwiniać siebie. Nareszcie zrzuciłam ciężar winy z ramion. Chociaż część mnie dalej mówiła "to przez ciebie", próbowałam odsunąć to najdalej jak mogłam.
Ostrożnie zamieszałam łyżeczką w filiżance i odłożyłam ją do zlewu. Postanowiłam opuścić kuchnię, w której pojawiło się coraz więcej pacjentów. Nie miałam ochoty na żale, pretensje i narzekanie. Każdy ma jakiś problem. Nie byłam tutaj od rozwiązywania ich.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się wąskim korytarzem do pokoju. Ściany pokrywała biel. Podłogę pokrywała biel. Wszystko dookoła było bielą, łącznie z meblami i kratami w oknach. Chociaż nie. Moja kawa w białej filiżance była czarna.
Podobała mi się taka subtelna odmiana. Przeszłam jeszcze kawałek i otworzyłam drzwi z numerkiem "8". Miałam swój własny pokój. Nie chcieli ryzykować. W nocy często miałam napady histerii. Lepiej było zostawić mnie samą. W małym pomieszczeniu było niewielkie łóżko z prawej strony. Na nim biała, świeża pościel. Obok miejsca do spania stała szafka do której przymocowali lampkę. Nie można było jej przestawić. Miałam również szafę, w której chowałam ubrania kupione przez doktor Pietrovną. Raz na miesiąc dostawałam jakiś zestaw. Czasem wolałam książki niż ubrania. Co miałam z nimi robić? Tutaj wystarczyło mieć dwie pary spodni, bluzy i kilka koszulek. Niewątpliwie nie było dla kogo się stroić. Postawiłam filiżankę na szafce i z westchnieniem usiadłam na łóżku.
Przez dwa lata zdążyłam przyzwyczaić się do panujących tutaj warunków. Nie było najgorzej. Ośrodek psychiatryczny w Londynie był bardzo dobrze rozwinięty i dofinansowany. Nie czułam się tutaj jak w więzieniu. Zyskiwałam pomoc, bo nie byłam zdrowa. Tego wszystkiego...Miałam dość. Wszystkich wspomnień i pustki, która ciągle znajdowała się w moim sercu. Czternastoletnia dziewczynka została całkowicie sama, kiedy jej mama upadła martwa pod jej nogami. Tego się nie dało komuś opowiedzieć, opisać. To trzeba było przeżyć, ale nikomu tego nie życzyłam. Zamknęłam oczy i skupiłam myśli na czym inny. Doktor Tomlinson kazał, abym próbowała tej metody, zawsze kiedy będę chciała wyrzucić męczące wspomnienie. Czasami pomagało. Więc teraz pomyślałam o szkole. Nie przerwałam nauki. Będąc tutaj chodziłam na indywidualne nauczanie. Klasa zbiorowa byłaby dużym ryzykiem. Przykładałam się do lekcji, chcąc jednak coś wynieść. Nie miałam ulubionego przedmiotu. Uczyłam się, bo nauka była ciekawa. Jednakże to literatura i angielski były czymś, w czym byłam najlepsza. To przez książki. Czytałam ich bardzo dużo i nieustannie. Doktor Pietrovna stwierdziła, że jest to niegroźne uzależnienie. Zgodziłam się z nią. Byłam uzależniona od przejeżdżania palcami po delikatnych stronach, czytając kolejno zapisane litery.
Zerknęłam na cały stos lektur, który leżał na parapecie. Miałam jeszcze zapas i nie musiałam się martwić, że zabraknie mi zajęcia na przyszły tydzień. Kiedy tylko już je przeczytam, oddam do biblioteki, z której może korzystać tutaj każdy. Po co miały leżeć bezczynnie, skoro ktoś inny też mógł skorzystać. A ja zawsze mogłam do nich powrócić.
Dla jednych książki są ucieczką, innym światem. Dla mnie są nauczycielem i życiem. Bo tylko dzięki nim, wiedziałam coraz więcej o tym co działo się za ścianami ośrodka Silver w Londynie. Mogłam sobie wyobrażać z roku na rok, jak dorastają nastolatki w moim wieku, w normalnych domach. Ani trochę im nie dorównywałam. Jeśli były one jak w tych książkach, oczywiście.
Teraz też zastanawiałam się, co mogą robić siedemnastolatki. Sama tyle miałam i oprócz książek, jedyną moją rozrywkową było pisanie oraz oglądanie programów reality show w telewizorze zamieszczonym w rogu pokoju pod sufitem. Może te dziewczyny w nocy ubierały czerwone sukienki, które nie podobały się ich mamą, i wychodziły z domu, aby bawić się do samego rana. Może piły alkohol i wypuszczały z ust dym papierosy? Wszystko tak bardzo mnie ciekawiło, ale gorzej by było, gdybym już tego zasmakowało, a potem zostałabym tutaj zamknięta. Czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal.
Wzięłam łyk czarnej kawy. Była gorzka, ale mocna i bardzo dobrze smakowała. Przy niej świetnie zapisywało mi się kolejne strony pamiętnika. Tak jakby kawa zatrzymywała czas i pozwalała nam na refleksję.
Więc i teraz wyciągnęłam granatowy zeszyt spod dwóch poduszek, na których spałam. Na okładce widniał czarny napis "Istniejemy póki ktoś o nas pamięta." Był to cytat z jednej z moich ulubionych książek - Cienia Wiatru. Nie zapisałam go, dlatego że mi się podobał. Zapisałam go tam, aby pamiętać, że przed śmiercią warto stać się dla kogoś ważnym i zachować się w jego pamięci.
Przewróciłam kartki i znalazłam wolną stronę. Odstawiłam filiżankę, aby wziąć długopis.
"Drogi pamiętniku, to takie błahe, że marnuję kolejne minuty swojego życia, aby coś tutaj napisać. Przecież mi nie odpowiesz. Przecież mi nie pomożesz. Chociaż może wysłuchasz.
Dzisiaj miałam koszmar. Nie spałam całą noc, a doktor Pietrovna długo przy mnie dyżurowała. Obawiała się, że z nerwów nie zacznę wymiotować, jak ostatnio. Nic takiego się nie stało, jednak nie umiałam zamknąć oczu. Bałam się. Widziałam mężczyznę, który celował we mnie bronią. Cień przysłaniał jego twarz. Wiedziałam, że jest wysoki, ale strach nie pozwolił mi skupić się na jego wyglądzie. Pamiętam, że trzęsłam się. Oddychałam szybko i wtedy usłyszałam huk. Tylko, że strzał padł za mną. I wtedy się obudziłam. Przecież to nie czas na moją śmierć. Czemu ten sen jest tak okropny, że wydaje się być realistyczny. Może mam paranoję...Nie powinnam wymyślać takich bajek. Nikt mi nie chce nic  zrobić, a to jedynie koszmary, spowodowane zmęczeniem. Tak mi się wydaję.
Teraz piję kawę. Smakuje jak zawsze. Jak gorzkie życie, z którym kiedyś będę musiała się zmierzyć, ale myślę, że jeszcze nie jestem na to gotowa. Na razie zostaję tutaj. Z dobrymi ludźmi, którzy chcą abym wyszła z depresji. To ile ona już trwa? Trzy lata...Tak, trzy lata. Boże, ten czas tak szybko płynie, a wspomnienia  tak samo świeże..."
Ktoś zapukał do drzwi. Odłożyłam pamiętnik i wzięłam do rąk kawę, która od razu ogrzała moje dłonie. Powoli do środka wszedł niewysoki, młody brunet. Doktor Tomlinson, który był moim psychologiem. Uśmiechnął się do mnie życzliwie, co odwzajemniłam.
- Dzień dobry Naninne - przełożył dwie książki z krzesła obok mojego łóżka i usiadł. - Jak się czujesz? Dzisiaj pogoda nie jest za dobra i dostałem polecenie od Anishy, aby zbadać ci ciśnienie - pokazał na granatową, małą torbę ze sprzętem. Wspomniał o swojej narzeczonej - doktor Pietrovnej.
Podwinęłam rękaw granatowej koszuli i wyciągnęłam rękę w jego stronę, uważając aby nie wylać kawy.
- Ciśnienie mi nie spadło, ale piłam to - wskazałam na filiżankę - i nie wiem, czy to jest dobry moment, aby teraz mnie badać.
- Ufam ci na słowo, więc tylko to zrobimy i sobie pójdę - zaśmiał się i odgarnął grzywkę z czoła.
Przysunął się bliżej, przystępując do badania. Przypatrywałam mu się nieśmiało. Doktor Tomlinson mógł mieć coś koło trzydziestu lat. Anisha była starsza. Sama o tym wspominała, ale wiek nie ma znaczenia, jeśli w grę wchodzi miłość. Wyjaśniła mi to przy szczerej rozmowie. Pasują do siebie i widać, że obojgu zależy na tym, aby związek przetrwał wszystko.
- I jak? - spytałam, wiercąc się na pościeli.
Mężczyzna schował urządzenie i pokiwał głową.
- Będziesz żyć - zapewnił mnie, wstając. - Muszę iść, ale pamiętaj o sesji dzisiaj. - pogroził mi palcem.
Uśmiechnęłam się do niego. Ostatnio nie przyszłam, ale naprawdę nie miałam ochoty rozmawiać. Złe samopoczucie. Doktor jednak był wyrozumiały. Nie prawił mi kazań. To mi miało pomóc, więc to nie on tracił.
- Przyjdę - kiwnęłam głową i odprowadziłam mężczyznę wzrokiem.
Cicho zamknął za sobą drzwi. Dopiłam kawę, myśląc nad tym czy każdy może zostać psychologiem. Ale chyba nie. Tutaj bardzo ważne jest słowo. Manipulacja nim. Albo ktoś cię postawi na nogi, albo zrówna z dnem. Jeśli nie chciała cię skrzywdzić, mogła pomóc. Jeśli jednak miała inne zamiary, mogliśmy się już więcej z tego nie podnieść. Doktor Tomlinson miał dar. Umiał wysłuchać każdego problemu, poradzić, a nawet znaleźć rozwiązanie. Kiedyś wyznał mi, że łatwiej jest pomóc komuś niż zajrzeć we własne wnętrze i wyrzucić na wierzch problemy. Z chwilą gdy de­cydu­jesz się sta­wić czoło problemom, prze­konu­jesz się, że możesz więcej, niż ci się zdawało. 
Wstałam z łózka i podeszłam do okna. Po szybie, niczym łzy, spływały krople deszczu, który nieustannie dudnił o parapety. Ten obraz był taki smutny. Nie mogłam tam wyjść, a stąd oglądałam przygnębiający widok świata. Kiedy to ulegnie zmianie? Kiedy piękno natury zacznie się uśmiechać? Podniosłam dłoń i delikatnie ułożyłam ją na szybie. Obserwowałam samochody, które z małą prędkością przemierzały ulicę, aby dojechać do domów. Nie śpieszyli się, uważali. Przed sobą miałam również jeden budynek. Niewielka kamienica z kwiaciarnią na dole. To tam codziennie gestem ręki witałam się z ekspedientką. Nigdy jej nie poznałam, lecz kiedyś zauważyła mnie w oknie. Wtedy patrzyłam jak ładnie układa kwiaty przed kamienicą. Uśmiechnęła się i pomachała mi, a ja to odwzajemniłam. Zawsze byłam ciekawa jak może mieć na imię. Była młodą blondynką, przeważnie chodzącą w sukienkach. Pasowało do niej wesołe i oryginalne imię. Ale chyba nie dane mi było się tego dowiedzieć.
Wróciłam na łóżko, zgarniając z małego, białego stolika książkę i położyłam się. Zagłębiłam się w lekturze na kilka dobrych godzin, zapominając o tym co mnie otacza.
_______________________
A więc mamy 1 rozdział. Jak wam się podoba?
Mamy nadzieję, że historia Nannine przypadnie wam do gustu.
Pewnie jesteście pewni, kiedy dojdzie do pierwszego spotkania naszej bohaterki z Harry'm?
Nie martwcie się. Już nie długo, ale to tyle spojlerowania.
Zapraszamy was do komentowania.
Stała zasada:
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pozdrawiamy!

26 komentarzy:

  1. Geniale *-*Zapraszam do mnie 
    → http://twogangstwoworldsharrystylesff.blogspot.com/?m=1 ←

    OdpowiedzUsuń
  2. super ^^ Zapraszam na moje ff
    http://night-changes-harry-styles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczyna się ciekawie xx czekam na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. genialny rozdział czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  6. masz piekny styl pisania :)
    czekam na drugi rozdział xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Super :) Czekam na next *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo oryginalne imię - Nannine <3
    Ciekawie się zaczyna ^^
    Ściskam i życzę weny
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział💞 Ciekawie się zaczęło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobry rozdział:) powodzenia w dalszym pisaniu
    nakrancumarzen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. dziewczyno masz dar. super. czekam na next :)
    @syla200

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piszemy we dwie xD każdy rozdział. nawet jak z perspektyw innych osób. Tylko w dialogach jesteśmy podzielone xD pozdrawiamy i dziękujemy :D

      Usuń
  12. Dość dużo opisywania ale to początek a początki zawsze są takie xD Ale i tak rozdział ciekawi ciekawi..chodź w 2 mogło by się coś podziać :D Haha.
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego fanfica z Haroldem.
    http://fly-on-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. chce dalejjj! /Nado's

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapowiada się super
    Czekam na next
    Też czytałam cień wiatru o ile to jest ta o której myślę��.
    Ja akurat lubię opisy
    @Ra_San_

    OdpowiedzUsuń
  15. W zasadzie początek całkiem mi się podoba, opisy są świetne, chociaż dopatrzyłam się kilku błędów takich jak np. podobały się ich MAMOM czy TEGO sercu nie żal. Myślę jednak, że to bardziej z pośpiechu, niż niewiedzy.... Może sprawdzajcie się nawzajem, skoro piszecie we 2. Nie chcę Was obrazić, po prostu zwracam uwagę :) W każdym razie początek wciąga i sprawia, że chce się więcej, tak więc czytam dalej.
    @Hungry_Potato

    OdpowiedzUsuń
  16. Według mnie to bylo cudowne... jesteście juz (mozna. Tak powiedzieć) doświadczone... skyfallgirl pisała juz wiele... wiec sama sie dziwie ze sa jakiekolwiek błędy... AgAxx

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny! Gdyby nie twitter nie bułoby mnie tu haha! Nie na prawdę super. Lecę czytać dalsze części!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawe ;3 Na pewno będę waszą wierną czytelniczką! BTW wszystko dzięki Twitterowi ;)

    OdpowiedzUsuń