sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 2

*Harry*
Pozwoliłem ciału odprężyć się pod ciepłym strumieniem wody. Zamknąłem oczy, a usta lekko rozwarłem. Czułem się całkiem dobrze, a ostatnie dni były ciężkie. Nawet bardzo. Zostałem wszystkim obarczony i nie łatwo jest kimś rządzić. Za coś odpowiadać. Są ludzie przeznaczeni do tego od urodzenia. Ja chyba nie przyszedłem na świat, aby być dowódcą, ale los chciał popsuć pewne plany. Reżyser życia wniósł poprawki do scenariusza i oto zostałem szefem gangu, za zastępstwo Marcusa. Przebywał teraz w ośrodku bez klamek z wyrokiem dożywotnim. Jeden pieprzony błąd i wszystko się posypało. Wiedziałem, że nie można wszystkiego przewidzieć, ale nie byłem przygotowany na taki zwrot akcji. Nagle coś się zdarzyło. Została po nas poszlaka, ślad. To powinno być usunięte, a ktoś to przeoczył. Trafił do więzienia i tak o to wszystko się potoczyło. Krótka, nużąca historia. 
Otworzyłem oczy i przeczesałem włosy palcami. Wyplułem wodę z ust, a potem zakręciłem kurek. Wystarczy tej kąpieli. Nie miałem tyle czasu. Musiałem spotkać się dzisiaj z kolegami po fachu i wszystko ustalić. Mieliśmy ważne sprawy do przedyskutowania. W zasadzie moje całe życie jest bardzo ważne, a z każdym moim kolejnym krokiem, adrenalina i niebezpieczeństwo towarzyszą niczym wierny przyjaciel. Na świecie są potrzebni ludzie dobrze, ale ci źli. Jest kolor czarny, ale i jest  biały. Zupełne przeciwieństwa. Wybrałem pierwszą barwę i tego się trzymam.
Opuściłem kabinę prysznica i sięgnąłem po miękki ręcznik leżący na koszu do prania. Moja żona najwidoczniej wczoraj sprzątała, bo wszystko było świeże. Miałem na myśli pościel, ręczniki, nawet zasłony w oknach. Prawdopodobnie kosmetyczka nie miała czasu. Może to i lepiej. Zrobiła coś pożytecznego. Chociaż nie mogę powiedzieć, że nic nie robi. Abigail pełniła ważną funkcję w życiu gangu. Pomagała nam i odwalała dobrą robotę. Umiała świetnie negocjować oraz manipulować słowem. Najczęściej przebrana uwodziła nasz cel, a my przystępowaliśmy do akcji, lub też zostawialiśmy na jej barkach wszystko, a ona wracała osiągając poprzednio sukces. Zdolna dziewczyna. Z charakterem. Czasami bardzo mnie to denerwowało. Lubiła mi się stawiać, czego ja nie lubiłem. Ale za to znała mnie jak nikt inny i zawsze wiedziała, gdzie uderzyć. Niestety to było moją słabą stroną. Nie powinienem pozwolić nikomu, aż tak głęboko zajrzeć w wewnątrz siebie. To ryzykowne, bo wtedy może wszystko co wie wykorzystać przeciwko mnie w ostatecznym ataku. Popełniłem błąd, ale była moją żoną i ufałem, że do tego nie dojdzie. Że to, co nie powinno ujrzeć światła dziennego, nie ujrzy go. 
Założyłem czyste bokserki, a potem szybko wsunąłem na nogi czarne spodnie. Zapiąłem pasek przyglądając się zaparowanemu lustrze. Ciężko było coś zobaczyć, więc otworzyłem drzwi do sypialni. Wysuszyłem włosy, bo przez ich długość, wiedziałem, że same szybko tego nie zrobią. Jednakże nie miałem sumienia iść do fryzjera. Przywiązanie i urok osobisty. Gdybym zmienił wygląd, nie czułbym się że jestem tym kim jestem. To tak...jakby ubrali mnie w różowy podkoszulek i kazali chodzić po mieście. Nie byłbym sobą, tylko kimś, kogo musiałbym udawać. A po co w życiu udawać? Najlepiej nam jest, gdy gramy samych siebie. 
Wyszedłem z łazienki, nucąc pod nosem piosenkę, którą usłyszałem wczoraj w radio. Dzisiaj humor długo mnie nie opuści. Chociaż mogę się mylić. Wystarczy, że ktoś bardzo się postara, aby go zepsuć. A to było możliwe. Przeszedłem do garderoby, gdzie połowę pomieszczenia dzieliłem z Abbie. Miała tyle ubrań, że dziwiłem się iż one się tutaj mieszczą. Ciągle kupowała coś nowego, ale chodziła w tym, więc nie robiła tego bezcelowo. Zresztą gdy wymieniała garderobę, oddawała ciuchy na dom dziecka. Nie to, żeby moja zona była wolontariuszką, czy matką Teresą, ale ani ja, ani ona nie lubiliśmy nic marnować. Cieszyłem się, że i w tym przypadku nie zawodziła. Ściągnąłem z wieszaka czarną koszulę i założyłem ją na ramiona, od razu zapinając guziki. Tym sposobem zakryłem wszystkie widoczne tatuaże. Dzisiaj wyjątkowo nie rozpiąłem dwóch górnych guzików, zostawiając na pokaz jaskółki wytatuowane na klatce. Może spędzę dzień z żoną na mieście, a ona nie reaguje na to przychylnie. To bardzo zazdrosna kobieta. Ale ja tez. Mimo, że nasz związek był dosyć luźny, to kochałem ją i nie lubiłem, gdy obcy facet oglądał się za nią, gdy szła w krótkiej sukience, ukazując szczupłe, długie nogi. Ten widok przeznaczony był dla mnie i czasem dla moich kolegów z gangu.
- Witaj kochanie - usłyszałem brunetkę za sobą.
Uśmiechnąłem się pod nosem i poprawiając mankiety koszuli, ruszyłem w jej stronę. Po chwili kobieta była przyparta do ściany, patrząc na mnie z figlarnym uśmiechem.
- Dzień dobry Abbie - wymruczałem, przygryzając jej dolną wargę, którą zaraz puściłem. 
Żona obdarowała mnie długim pocałunkiem, zaplatając ręce na moim karku. Zsunąłem ręce po jej biodrach na seksowny tyłek, przyciągając ją bliżej. Przerodziłem pocałunek w coś zachłannego i namiętnego, co trwało, aż nam obojgu nie zabrakło powietrza. 
- Zrobiłam śniadanie - oświadczyła, odpychając mnie rękoma. Też miała trochę siły. Często chodziła ze mną na siłownię, sama miała zajęcia fitness, a na dodatek trenowała z Niallem boks. Tylko dla obrony rzecz jasna. - Chodź, bo później musimy jechać do sklepu. Skoro chłopaki przychodzą trzeba wyposażyć barek w alkohol, który ostatnio doszczętnie wypiliście. Została butelka piwa - pokiwała z politowaniem głową.
Przewróciłem oczami i podszedłem do komody, z której chwyciłem portfel oraz telefon. Najlepiej rozmawia się sącząc whisky, a że oni są już na wysokim poziomie uzależnienia, to trzeba często uzupełniać zapasy.
- Na co czekasz? - zerknąłem na nią przez ramię i wyszedłem z pokoju.
Czasem byłem dla niej zimny i chamski, ale ona nie pozostawała dłużna. Przyznam, że utemperowałem jej charakterek, tyle że nie aż tak bardzo. A jakże ona się uwielbiała ze mną kłócić. Wtedy to dopiero miałem dość. Wszystko byleby postawić na swoim. To są kobiety. Złośliwe istoty, stworzone do denerwowania mężczyzn. Chcesz dobrze - nie docenią. Chcesz lepiej - będzie gorzej. Bądź mądry i pisz wiersze. Pokręciłem głową, zbiegając po schodach na dół. Wszedłem do kuchni, czując zapach kawy i bekonu. Mmm, dobre - pomyślałem, siadając przy wyspie. 
Zabrałem się za jedzenie, a dziesięć minut później dołączyła do mnie Abbie. Usiadła obok i co chwila trącała kolanem. Posłałem jej znaczące spojrzenie, na co odpowiedziała niewinnym uśmiechem. W końcu nie wytrzymałem. Wziąłem łyk kawy, a ręką unieruchomiłem jej nogę. Ona ma za dużo niespożytej energii. 
- Coś oprócz alkoholu chcemy kupować? - zapytałem, cały czas nie spuszczając z niej wzroku.
Wzruszyła ramionami, biorąc gryz kanapki.
- Myślałam, że możemy kupić choinkę - powiedziała po chwili. 
No tak. Był grudzień. Ale oboje nie obchodziliśmy świąt, więc nie rozumiałem, dlaczego wymyśliła choinkę. Owszem dodawało to uroku. Boże, skąd u mnie są takie błahe słowa jak "urok". 
- Po co nam choinka, kochanie? - spytałem przemiłym tonem. 
Od razu wiedziała, że udaję i wystawiła mi język. Zapewne zaraz wyjaśni mi to tak, że nie zrozumiem, a w efekcie postawi na swoim. 
- Bo chcę mieć w salonie choinkę - rzuciła markotnie. - Ubierzemy ją i będzie sobie stała. Co ci przeszkadza? I tak albo siedzisz w gabinecie, albo w garażu. Albo w klubie - przypomniała.
W sumie miała rację. To ona była panią domu i spędzała tutaj dużo czasu. Pracowałem nie tylko na czarno. Miałem klub sportowy, gdzie Niall oraz wyszkoleni instruktorzy, udzielali lekcji tenisa. Tak, to była szkółka. Zamiłowanie od dziecka. Nie za bardzo lubiłem piłkę nożną. Nie fascynowało mnie latanie za okrągłym przedmiotem od bramki do bramki. Oczywiście parę razy się tam zagrało, ale to nie było to. Tenis był ciekawszym zajęciem. Pozostało tak do dziś. Gram, kiedy tylko mam czas. A czasami nie mam go wcale. Niestety.
- Pewnie, kupmy sobie choinkę. Bombek mi tu brakuje - mruknąłem, kończąc jeść.
Wstałem, żeby wstawić talerze do zmywarki. Dopiłem ostatnie łyki kawy i to również włożyłem do maszyny myjącej. Abigail zmroziła mnie wzrokiem, kiedy tylko na nią spojrzałem. Uśmiechnąłem się krzywo, zabierając kluczyki do samochodu. Razem z żoną poszliśmy do holu. Założyła czarne kozaki i zyskała parę centymetrów, lecz dalej byłem wyższy. Założyłem na jej ramiona ciepłą kurtkę, a później sam się ubrałem. Gotowi wyszliśmy z domu. 
Po dwóch godzinach chodzenia po sklepach, miałem dość. Chciałem tylko alkohol, jeden regał, parę butelek. A co? Musiałem szukać idealnej choinki, ozdób i za wszystko płacić. Chociaż to był najmniejszy problem. Było mnie stać na wymysły Abbie, ale mogła się trochę ograniczyć.
- Tak, tak. Wszystkie są piękne, ale nic nie więcej nie kupujemy. Starczy - zdecydowanie pociągnąłem ją za rękę. Wszystkie zakupy były już w samochodzie. Mogliśmy wracać. Dobrze, że land rovery to spore auta. Dzięki temu ta wielka choinka, zmieściła się bez problemu.
- Boże, jesteś tak uparty - warknęła i wyrwała rękę. - A może ja chciałam jeszcze inne bombki? Gdzie ty się tak śpieszysz?! - kopnęła w przednie koło i obeszła auto, idąc do drzwi pasażera.
- Hej! - krzyknąłem zły - Nie pozwalaj sobie, mała zołzo - upomniałem ją i spiorunowałem wzrokiem.
Wywracając oczami wsiadła, kompletnie mnie ignorując. Świetnie. Również wsiadłem i ruszyłem, wyjeżdżając z parkingu. W samochodzie panowała cisza, przerywana przez piosenki płynące z radia. Tak to żadne z nas się nie odezwało. Od razu po powrocie do domu wniosłem tę jej choinkę. Postawiłem w salonie i umywałem od tego ręce. Niech sobie robi z nią co chce. Nie obchodziło mnie to.
- Ale Harry... - chciała mnie zatrzymać, kiedy zmierzałem na górę do swojego gabinetu.
Machnąłem na nią obojętnie ręką i wszedłem do pomieszczenia. Tutaj wszystko było ze skóry i drewna. Ściany były pomalowana na szaro. Było bardzo biurowo. Lubiłem taki wygląd. Minimalizm. Nie żaden kicz. Zrzuciłem z ramion marynarkę, którą założyłem przed wyjściem do sklepu i usiadłem na dużym fotelu przy biurku. Pierwsze co zrobiłem to przejrzałem każdą wiadomość, konto i wydarzenia dnia. Musiałem orientować się na świecie. Mieć wszystko pod kontrolą, a potem planować następne, udane akcje. Teraz to wszystko było na mojej głowie, co w ogóle mnie nie cieszyło, jak już wspominałem. Ale cóż mogłem zrobić? To znaczy coś mogłem. Odwiedzić Marcusa w ośrodku w tajemnicy przed wszystkimi. To musiałem zrobić. Tylko jeszcze nie wiedziałem jak i dlatego dzisiaj spotykaliśmy się z chłopakami. Niall, Zayn, Liam, Dave oraz Troy. Cała reszta, która odwalała czarną robotę, akurat nie musiała o tym wiedzieć. Nie byli aż tak istotni.
Zerknąłem na folder "Dla Harry'ego". Skąd się to tu wzięło? Zmrużyłem oczy i nacisnąłem żółtą ikonkę. Na ekranie pojawił się obraz stworzony w paincie. Ambitnie.
"Mam klucz do złotego jabłka. Coś za coś Styles"
Wiadomość od Marcusa. Tylko my wiedzieliśmy o złotym jabłku, ale...Dlaczego nie powiedział mi, że wie jak to odnaleźć? Boże, nie miałem wyjścia. Teraz musiałem zrobić wszystko, aby dotrzeć do niego i odpowiedzi. Nie zważając na konsekwencje.
_________________________________________
Siemka wszystkim!
Życzymy każdemu naszemu czytelnikowi i czytelniczce WESOŁYCH, PEŁNYCH MIŁOŚCI WALENTYNEK. Mamy nadzieję, że nie zostaniecie samotne, a nawet jeśli, to macie nas <3 Obyście za rok świętowały to wspaniałe święto wraz ze swoją drugą połówką.
Rozdział jest specjalnie dzisiaj. Podoba się wam? Czekamy na opinię.
Zapraszamy serdecznie na:
Faster Than
Vanillia
Pozdrawiamy! Natx & Skyfallgirl.

16 komentarzy:

  1. Złote jabłko hmm ciekawie... ^^
    Ciekawe co będzie dalej ;)
    Ściskam
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział, nie mogę się doczekać, kiedy Nannine i Harry się poznają co pewnie nastąpi niedługo. ciekawe o co chodzi z tym złotym jabłkiem.. :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam... czekam na next:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałyście nominowane do Liebster Blog Award ;* Więcej informacji tutaj: http://you-will-always-be-my-property-harry.blogspot.com/2015/02/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Super :) <3 czekam.na nn ;) x

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Award :) Gratulacje!
    Więcej informacji tutaj:http://jeden-moment-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Mega mi się to podoba 😍 uwielbiam sposób jakim piszecie! Czekam na następny!
    http://school-loser-and-love-jb.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam za spam
    Szłam parkiem kiedy usłyszałam że ktoś za mną idzie przyspieszyłam a po chwili już biegłam, wyszłam z parku i biegłam chodnikiem poślizgnęłam się na chodniku poczułam jak ktoś mnie złapał i przyciągnął do siebie, usłyszałam przejeżdżające auto, ( zawdzięczam temu komuś życie ). Spojrzałam się w górę i zobaczyłam zielone tęczówki które mnie oczarowały, mężczyzna puścił mnie i odszedł....

    http://sweetlittlegirlsadventure.blogspot.com/

    Zapraszam na nowego bloga dopiero zaczynam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham.... to takie.... fajne! Świetnie pisane! I wgl.... na koniec jeszcze takie tajemnicze bylo... love it ! <3 AgAxx

    OdpowiedzUsuń