sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 16

*Abigail*
Mojego męża nie było całą noc. Nic nowego. Często zostawiał mnie samą w ważnych chwilach. Zastanawiałam się czemu tak szybko podjął decyzję o rozstaniu? Nie kochałam go. To prawda. Łączył nas tylko pociąg seksualny, ale było nam dobrze. Ja nie narzekałam, on zresztą też nie. To było podejrzane. Musiałam dowiedzieć się o co chodzi. Może chłopaki coś wiedzieli? Nie było innego wyjścia. Trzeba było to od nich wyciągnąć. Być może widzieli go z jakąś dziewuchą? Albo cokolwiek słyszeli? Na pewno miał romans. Tak po prostu by mnie nie zostawił. Leżałam na kanapie rano i myślałam nad tym. Ciągle. I o dziecku. Wiedziałam, że to dziecko nie było Harry'ego. Zawsze się zabezpieczamy. To dziecko jest tego pieprzonego Marcus'a. Bo zachciało mu się mnie szantażować gwałtem... No i mu się udało. Przespaliśmy się. Kurwa. Było świetnie, ale...To był Marcus. Zawsze osiągał swój cel.
To nie było do mnie podobne. To ja zawsze zdobywałam chłopców i robiłam to jak chciałam, a nie na odwrót. Czułam się źle. Po co mi teraz było dziecko? Do czego? To jedynie problem. Poza tym wiedziałam, że Harry mi nie ufał. Na pewno będzie chciał sprawdzić czy to jego.
Nawet nie muszę go o to pytać. Najgorsze w tym wszystkim było to, że teraz zostanę sama. Z tym bachorem po porodzie. Marcus przecież nie będzie ze mną. Nie stanie na wysokości zadania. Nie będzie dobrym ojcem.
O czym ja myślę? Marcus to drań jakich mało. Jemu zależy tylko na sobie. Zrobił mi to, bo chciał zrobić i mnie i Harry'emu na złe. Już się boję, co się stanie, kiedy mój mąż się o tym dowie. Chociaż w zasadzie nie jestem pewna, czy w ogóle mu na mnie zależało. Tak jak już mówiłam. Łączyła nas nietypowa więź.
- Hej kochanie - no wrócił..nie. to nie był jego głos. Otworzyłam oczy. Nade mną stał Marc.
- Czego tu chcesz? - spytałam, prostując się.  
- Mogłabyś mnie ładniej powitać - usiadł obok mnie. Jego dłoń wylądowała na moim kolanie. 
- Nie będę się z tobą w ogóle witać, jeśli tylko zechcę - odwarknęłam, jednocześnie strzepując rękę mężczyzny. 
- Chyba się mylisz dziwko- odparł chłodno, mrożąc mnie wzrokiem. Złapał moje za włosy i pociągnął za nie. 
- Puść mnie - pisnęłam, krzywiąc się z bólu. 
Pociągnął jeszcze mocniej. Właśnie pokazywał mi, co może zrobić za nieposłuszeństwo. Ale nie mógł przecież mną rządzić. 
- Radzę ci uważać, bo teraz powinieneś się o mnie troszczyć, a nie bić - syknęłam. 
- Czemu tak uważasz? - zakpił łapiąc mój podbródek jedną ręką. 
 - Bo jestem z tobą w ciąży, idioto! - krzyknęłam, wyrywając się z jego objęć.
Spojrzał na mnie nieco zaskoczony. No fajnie. Nie on jedyny.
Miałam ochotę palnąć go w ten pusty łeb. Był egoistą dbającym tylko o własne potrzeby. Nie wiem po co to ze mną zrobił, skoro nie miał zamiaru się zabezpieczać. Dobrze wiedział, co to wróży, a i tak to zrobił.  
- Hm - uśmiechnął się co mnie zaskoczyło. Chwilę później przypomniałam sobie że nie był normalny. 
- Będę miał potomka mówisz? A mam pewność, że jest moje? 
- Z Harry'm się zabezpieczaliśmy, tylko z tobą uprawiałam seks ostatnio. Nie zabezpieczyłeś się i teraz masz - odparłam z obrzydzeniem. 
- Cudownie. Jak mniemam nie masz zamiaru mu mówić - spojrzał na mnie, wsuwając dłoń między moje uda. - No cóż. Kiedyś się dowie, kochanie - zaczął dotykać wrażliwe miejsca. 
- Nie dotykaj mnie - ucięłam, zaciskając uda, by uniemożliwić mu dalsze poczynania. 
- Będę robił co będę chciał. Od tam tej nocy jesteś moją Abbie - odparł, patrząc w moje oczy. Poważnie. Surowo. 
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, więc po prostu tego nie zrobiłam. On był nie normalny. 
Harry...wróć. proszę. Gdzie jesteś? - myślałam, kiedy mężczyzna całował moją szyję. Nie mogłam nic zrobić. Sparaliżowało mnie. Nie mogłam się poruszyć. Nic. Zero.
Po prostu siedziałam. Robił to delikatnie, ale nie pozwalał mi się odsunąć.
To było dziwne. Nawet podobał mi się jego dotyk, ale nie czułam się w porządku względem Harry'ego. Pewnie to dziwne, ponieważ i tak mamy luźny związek, ale tak czy inaczej to nie było na miejscu. To taka zdrada. Właśnie to czułam. Jakbym go raniła. Ale to on chciał się ze mną rozwieść. Musiał mieć powód.
 Nagle mój telefon zadzwonił. Cieszyłam się w duchu, że zostałam odratowana w tej sytuacji. Marcus odsunął się ode mnie, a ja sięgnęłam po komórkę. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Harry'ego. Przejechałam palcem po ekranie i odbierając, przyłożyłam telefon do ucha. 
- Halo?
- Wrócę wieczorem. Mam dużo spraw do załatwienia - powiedział na starcie. Chyba dopiero się obudził. Ciekawe gdzie spał. 
- Nie idź do sklepu, bo mamy kryzys finansowy a ty wydasz od razu wszystko co nam zostało.
Poczułam się trochę urażona, że tak mnie oceniał, no ale cóż.
- Okey. Chciałam, żebyś poszedł ze mną do lekarza. Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej na temat naszego dziecka - odparłam, robiąc nacisk na słowo 'naszego'.
- Abigail - warknął do słuchawki lodowatym tonem. - Nie przeciągaj struny. Pójdę z tobą, bo chcę znać datę poczęcia.
Zacisnęłam mocno zęby i wzięłam głęboki oddech, po czym odpowiedziałam.
- Dobrze. Czekam z kolacją.
- Nie będę jadł - odparł. Robił mi na złość. Totalnie.
- Cześć - rzucił i rozłączył się.
Miałam dosyć jego zachowania. Odkąd postanowił się ze mną rozstać i dowiedział się o dziecku, zrobił się niesamowicie wkurwiający. Jeszcze te problemy z pieniędzmi. Dużo zarabiał, kładł. Jak mógł mieć problemy? Tego właśnie nie rozumiałam. Pewnie wydawał wszystko na swoją nową laskę. Boże, czy musisz być taki? Co ja ci takiego zrobiłam?
- Mam ochotę cie przelecieć - usłyszałam. Ale to chyba nie Bóg. Tylko Marcus. Przerzucił mnie przez ramię i zaniósł na górę. 


*Nannine* 
- Z kim rozmawiałeś? - spytałam Harry'ego wchodząc do pokoju. 
- Z żoną - odrzucił telefon na bok i oparł ręce za sobą. Popatrzył na mnie lekko się uśmiechając. Chwilę później wskazał na swoje kolana. Bez żadnego 'ale', podeszłam do mężczyzny i usiadłam mu na kolanach. Ręce oparłam o jego tors i przybliżyłam się do Harry'ego.
- Kim jestem? - zamruczał w moją szyję, na której zostawił pocałunek. Miałam lekcje. Trzy godziny bez niego to dużo.
- Moim mężczyzną - wyszeptałam, przygryzając wargę.
- Tak moja dziewczynko - założył mi pasmo włosów za ucho. Przesunął dłonią po moim udzie i dotknął mnie przez jeansy. Jęknęłam cicho i owijając swoje ramiona wokół karku Harry'ego, pocałowałam go w policzek, a następnie w usta. Oddał wolno pocałunek. Skubał zębami moją wargę rozpinając sprawnie me spodnie. Wsunął w nie rękę i objął moją kobiecość. Zaczął mnie masować przez materiał majtek. Było mi tak dobrze...Niech on nie przestaje - myślałam. Przyspieszył ruchy ręki. Czułam się niesamowicie. Tylko on potrafił wysłać mnie na granice błogości. Leżałam na łóżku i oddychałam spokojnie. Już było po wszystkim. Popatrzyłam Harry'emu prosto w oczy. Uśmiechał się do mnie łobuzersko, gdy oparł się rękoma po obu stronach mojej głowy.
- Zadowolona, kochanie? - zapytał całując moją brodę. - Mam dobrą wiadomość. Zabieram cię stąd za dwa tygodnie. 
Zszokowana, otworzyłam szeroko oczy. 
- Do Wenecji? - spytałam, przypominając sobie ostatnią naszą rozmowę na ten temat.
- To tez - odpowiedział z uśmiechem. - Ale ogólnie. Wychodzisz stąd.
Moje oczy w tym momencie totalnie wyskoczyły z orbit. Nie mogłam w to uwierzyć. Nareszcie wyrwę się z tego ośrodka. Zacznę żyć normalnie, bez żadnych powrotów do przeszłości. 
- Na zawsze, prawda?
- Na zawsze - odpowiedział patrząc na mnie. - Nigdy tu nie wrócisz. Obiecuję.
Uśmiechnęłam się szeroko i przyciągnęłam do siebie, by złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Poczekaj - odsunął się na moment. - Chciałabyś dom, czy mieszkanie? Chcę, aby wszystko było gotowe.
Lepiej być nie mogło. Boże... on chciał dla mnie tyle zrobić...
- Wolałabym dom - odparłam, wpatrując się w jego tęczówki.
- Dom - zamyślił się i zamknął oczy. - Duży. Duży dom, ogród. Sypialnia z oknem na wschód słońca. W sypialni duże łóżko, abyśmy mogli się w nim kochać całą noc...
Zachichotałam pod nosem. Nie mogłam się powstrzymać, żeby go nie całować. Kochałam go tak bardzo. Nie chciałam nikogo innego, tylko jego.
Chciał spełnić każde moje marzenie. Jak książę z bajki. Niech więc ta bajka się nie kończy.
- I jeszcze pokoik dla dziecka - otworzył jedno oko i spojrzał na mnie. 
Byłam zaskoczona, że chciał mieć ze mną dziecko, ale skoro to planował, ja się na to piszę. Chcę mieć z nim dziecko. Chce mieć z nim rodzinę. Taką normalną. Wierzyłam w to, że wszystko może się ułożyć. Przecież oboje tego pragnęliśmy.
- Muszę iść - pocałował mój nos i podniósł się.
- Ale gdzie się wybierasz? - zapytałam, udając smutną minę psiaka.
- Idę zarabiać - ubrał marynarkę i wziął telefon. Schował go do kieszeni. Zasmucona wstałam i podeszłam do niego, by pożegnać się. Złapałam go za kark i przyciągnęłam do siebie. Dotknęłam jego usta delikatnie i powoli.
- Będę czekać - mruknęłam.
- Oj, dobrze o tym wiem - zaśmiał się klepiąc mnie w tyłek. 
- Zjedz obiad i odpocznij - dodał jeszcze.
Kiedy wyszedł, opadłam na łóżko i cierpliwie czekałam na dzwonek, oznaczający obiad. Musiałam nacieszyć się ostatnimi chwilami w ośrodku. W końcu już nie długo nie będę musiała jadać o wyznaczonych porach. Nie będę kontrolowana. Nikt nie będzie grzebał w mojej głowie. Chociaż będę tęsknić za parą lekarzy. To moi przyjaciele. Z chęcią zaproszę ich do domu. Może jakaś wspólna kolacja? O Boże. Ale ja nie umiem gotować. Będę musiała to nadrobić. Najlepiej, jakbym kupiła sobie jakąś książkę kucharską i co nieco poczytała, by zapoznać się z podstawowymi daniami. Uśmiechnęłam się do siebie, biorąc pamiętnik do tak. Dom, nowe życie, mężczyzna. Byłam w tak ogromnej euforii. No i zrobiłam to. Postarał się, abym czuła się jak księżniczka. Nie wspominam tego, co zrobił wczoraj. Wiem, że żałował. Nie chciał mnie uderzyć. To był szał. Odsunęłam od siebie tę myśli i zaczęłam zapisywać w pamiętniku ostatnie przeżycia. Coś mi się wydawało, że tym razem moje zapiski zajmą więcej niż jedną stronę, czy kilka linijek. Tyle się wydarzyło, że rozpiszę się niesamowicie. Nikt nic ode mnie nie wymagał. Miałam mnóstwo czasu. Napisałam o wszystkim. Każdy szczegół. Szczególnie tą piękną noc po ślubie lekarzy. To było póki co najlepsze, co w życiu przeżyłam. Liczyłam, że niedługo się to powtórzy. Ja razie byłam podekscytowana tym, że wychodzę. Już nie będę musiała chodzić na żadne lekcje. Nie będę musiała chodzić na konsultacje z lekarzami. Będę całymi dniami siedziała z Harry'm. Robiła z nim to, na co mam ochotę i nikt nie będzie miał prawa tego zniszczyć. Jego żona tez. Chciałabym być na jej miejscu. Być w ciąży. Byłam pewna, że Harry zrobiłby dla nas wszystko. Byłby przy mnie, opiekował się. Byli byśmy wspaniałą parą. Nasze uczucie jest niesamowicie mocne i głębokie. Zamknęłam pamiętnik i wzięłam książkę. Mój humor był cudowny. Chciałam porozmawiać z doktor Anishą. O wszystkim jej powiedzieć. Niestety ona i Louis wrócą za miesiąc... ach... co ja teraz będę tutaj robić... Byli jedynymi ludźmi, z którymi tutaj rozmawiałam. No jeszcze jest ta koleżanka...Jak ona miała na imię? Ach tak.... Tiffany. Nie mogłam powiedzieć jej o tym, że spotykam się z kimś z poza ośrodka, ale mogłam przecież po prostu z nią pogadać. O wszystkim i o niczym. Jak z koleżanką. Mogłyśmy się wymienić poglądami. Tak też zrobiłam. Wyszłam z pokoju i pomaszerowałam do koleżanki. Spotkałam ją na korytarzu. Spacerowała pijąc herbatę. Na mój widok od razu się uśmiechnęła. 
- Hej- przywitałam się z nią, lekko przytulając. Wyglądała ślicznie w niebieskim sweterku i czarnych rurkach. - Hej - potarła ręką moje plecy. - Jak było na ślubie?
- Wspaniale. Anisha wyglądała prześlicznie. Louis też się odstawił. Idealnie do siebie pasowali - powiedziałam, wspominając z zachwytem to wydarzenie.
- Musiało być pięknie - kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko. - Wyglądasz na szczęśliwą.
- Jestem szczęśliwa. Cieszę się ich szczęściem. Naprawdę są znakomitą parą - odparłam, uśmiechając się do niej szeroko.
Usiadłyśmy na korytarzu. Opowiedziała mi, że miała męczący dzień. Trudno idzie jej matematyka.Ja też nie byłam jakimś orłem. Mimo, że ta pani na nikogo się nie uwzięła, była wymagająca. Bardzo. Musiałam przykładać się do nauki. Własnie tego przedmiotu. A nie cierpiałam go. Tak czasami w życiu bywało. Trzeba było robić rzeczy, których się nie cierpi. Życie Harry'ego było idealnym tego przykładem. Musiał być w związku małżeńskim, dopóki nie pojawiłam się ja i nie połączyło nas prawdziwe uczucie. Czyli zmieniłam coś. Cieszę się. Traktował mnie wyjątkowo. A czy na to zasługiwałam? Wolałam nie odpowiadać sobie na to pytanie. Za to Harry jak najbardziej zasługiwał na moją miłość. Był wspaniałym mężczyzną. Pomimo tego, czym się zajmował i jaką miał przeszłość. Gdy dał się poznać, okazał się być niesamowitym, uczuciowym i zabawnym chłopakiem. Właśnie dlatego się w nim zakochałam. Zdałam sobie sprawę, żę o czym nie pomyślałam, to wracałam do punktu wyjścia. Czyli Harry'ego. Wariatka. Zaśmiałam się pod nosem, przez co Tiffany spojrzała na mnie zdziwiona.
- Przypomniała mi się sytuacja z ślubu. Nie przejmuj się - powiedziałam, starając się efektownie skłamać.
- W porządku. Chodź. Przecież obiad - przypomniała mi.
- A no tak - poruszyłam brwiami, przypominając sobie o porze.
Wstałyśmy i ruszyłyśmy za innymi na stołówkę. Już niedługo tak nie będzie. Muszę wytrzymać. 
Podczas posiłku, również byłam nieobecna. Cały czas błądziłam myślami wokół Harry'ego. Niech on już do mnie wraca...

*Harry*
Kiedy mój drogi przyjaciel Louis wrócił z podróży poślubnej, wyciągnąłem go na piwo. Po pierwsze musiałem się pochwalić przeprowadzką, po drugie chciałem normalnie porozmawiać. Dowiedzieć się, jak minął mu czas z żoną.
- Abbie jest w ciąży - powiedziałem na starcie. Może on ma jakąś złotą radę.
Popatrzyłem na niego, a ten wyglądał, jakby zobaczył ducha. Oczy wytrzeszczył szeroko i rozchylił usta. Widziałem, że nie był zadowolony tym faktem.
- Mała wie - dodałem i westchnąłem. - Tylko Abigail nie wie, że kogoś mam.
- Ale się wkopałeś stary - stwierdził, kręcąc głową.
- Patrz - podałem mu telefon ze zdjęciami domu. - Myślisz, że jej się spodoba?
Chłopak przypatrzył się zdjęciom nieruchomości, po czym oddał mi komórkę - Będzie w siódmym niebie, ale...
- Ale co?
- Skrzywdzisz ją. Jeśli to twoje dziecko, to złamiesz jej serce, a wtedy nigdy ci tego nie wybaczę. Ona jest delikatna, chyba wiesz o tym? - powiedział Louis z kamiennym spojrzeniem.
- Wiem o tym. Nie skrzywdzę jej. Nawet jeśli to moje dziecko, co jest mało możliwe, to ono nie połączy mnie z Abigail. Póki jest w ciąży, nie będę dupkiem. Pomogę jej, ale nie zostawię Nannine. Proste.
- No nie wiem... nie podoba mi się to - westchnął, łącząc usta w jedną, cienką linię.
Nie odpowiedziałem. Nie działa to na mnie. To moje życie. Moje i Nan. Właśnie. Liam'owi jeszcze nie oddałem - przypomniało mi się. Muszę skopać mu tyłek jak najszybciej. 
A jeszcze niedługo zabiorę Nannine z ośrodka. Wykończony wróciłem do domu. Nawet nie chciałem patrzeć na żonę. Niestety ta nie chciała mi na to pozwolić. Podeszła do mnie, zanim zdążył bym się ulotnić i łapiąc mnie za rękę, obróciła do siebie. 
- Kochanie?
- Co? - warknąłem i zabrałem dłoń. Spojrzałem na nią obojętnie.
Ta zmarszczyła brwi i zwęziła na mnie oczy. Widać nie takiej reakcji z mojej strony się spodziewała, ale co mnie to obchodzi.
 - Coś taki nerwowy? Myślałam, że posiedzimy razem w salonie - mówiła, zbliżając się do mnie i obejmując w pasie - oglądając jakiś film, co?
- Nie Abbie. Nie będziemy razem oglądać filmów, spać, kąpać się. Jedyne co będziemy robić to razem mieszkać i na razie nosić to samo nazwisko. Jestem zmęczony, idę spać. - złapałem jej dłonie i odsunąłem od siebie. Czy ona naprawdę była taka głupia i nie rozumiała tego, że między nami to koniec? Nie mam zamiaru jej dotykać w ten sposób, całować, czy chociażby okazywać jakiekolwiek pozytywne uczucia. Dla mnie była już jak stary samochód spisany na złom. Wystarczy chwilę poczekać, by wreszcie raz i na zawsze się go pozbyć. 
Pokręciłem głową i poszedłem na górę. Nie miałem ochoty na kłótnie. Lepiej to przemilczeć. Niech zrozumie. Wybrałem numer do Louisa. Chciałem porozmawiać z małą.
- Halo? - odpowiedział po drugiej stronie linii, Louis.
- Daj mi Nannine - powiedziałem, rzucając się na wygodne łózko w pokoju gościnnym.
- Już - powiedział, wzdychając głośno.
Czekałem cierpliwie, aż poda mi dziewczynę. Chciałem jej życzyć miłej noc. Nie wiem, kiedy stałem się romantyczny. Przy niej jednak mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - zaczynało podobać. Czułem, że dla Nan jestem gotowy zrobić wszystko. 
- W niektórych sytuacjach żałuję, że Nannine nie ma swojego telefonu. Mógłbyś jej kupić. W końcu masz dużo kasy, Harry - narzekał Tomlinson, podczas gdy szedł do pokoju dziewczyny.
- Kupię, kupię. Albo może nie...Jesteś chętny na seks telefon? - spytałem śmiejąc się.
- Styles, przestań! - krzyknął szeptem stary przyjaciel. Ja zaś nadal chichotałem pod nosem, ponieważ nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.
O! A może rozpalę Nan przez telefon? To byłoby ciekawe. Czy moje słowo tez na nią działały? Chciałbym, aby tak było. 
Moje fantazje przerwał słodki głosik dziewczyny po drugiej stronie. 
- Halo? - zaczęła niepewnie.
- Cześć słoneczko - uśmiechnąłem się pod nosem. Moja najpiękniejsza.
- Cześć - powiedziała, a jej głos zdradzał, że się uśmiecha.
- Co masz na sobie? - położyłem się na klatce zamykając oczy.
- Em... twoją koszulkę, którą zostawiłeś ostatnio i szare dresy - odparła, jak podejrzewam, przyglądając się ubraniu. Tomlinson na pewno wyszedł. No niestety. Będzie miał na razie telefon niedysponowany.
- I co ciekawego mi powiesz? Zdejmij spodnie - powiedziałem.
- Harry, nie wiem, co ty próbujesz zrobić, ale...
- Zdejmij spodnie - powtórzyłem.
- Okey, okey... nie denerwuj się - odparła. W tle słyszałem szum, więc na pewno zrobiła to, o co poprosiłem.
Grzeczna dziewczynka. Poprawiłem się na pościeli i wyobrażałem, jak wygląda. Pewnie zarumieniona.
- Dotknij się - poprosiłem.

Nagle nastała cisza. Nie byłem pewny, czy nadal rozmawiam z dziewczyną, dopóki nie usłyszałem jej westchnienia. Ależ posłuszna. Już to widziałem w swoich myślach. Jak błądzi ręką między udami. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Żałowałem, że nie ma mnie przy niej.
- Co sobie wyobrażasz?
- Ciebie. Ciebie będącego obok. Uśmiechającego się, tak jak zawsze to robisz - szepnęła.
- Kocham cie - zamknąłem oczy. - Bardzo cię kocham, nie zostawiaj mnie. Przejdźmy przez to wszystko razem.
- Nie zostawię cię. Jesteś najważniejszy na świecie. Dla mnie. Jesteś moim całym światem. Nie mam nikogo, prócz ciebie - powiedziała, wzdychając.
- Wiesz, co robisz? Moje spodnie robią się ciasne - wymruczałem. - Wyobraź sobie, że dotykam twoich piersi, że błądzę ustami po twojej szyi.
Nan nic nie odpowiedziała. Po prostu wzięła głęboki oddech i wypuściła go szybko.
Byłem pewny, że zaraz dojdzie. Miałem zamknięte oczy i prawie odpływałem, słysząc jej jęki.
Odłożyłem telefon na szafkę, kiedy musiała zakończyć połączenie. Na pewno rozpalona z rumiencami na policzkach. Uroczy widok. Jeszcze trochę...


8 komentarzy:

  1. Faaaajny xd Szczerze? Nuecierpię jakoś tej całej Nan, sama nie wiem czemu; / jakoś wolę Abby

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurfa, ten ostatni kawałek. BOMBA czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju sex telefon serio?
    Nie powiem ze rozdział byl nudny bo bym chyba sklamala tak ze za kare bym musiała zginąć
    Jezu tyle sie dzialo
    Marcus to chuj i sukinsyn
    Jak może takie rzeczy robic kobiecie w ciąży
    Nie rozumiem go
    On jest nienormalny
    Abbie dużo przeszła ale ja i Harrego nie łączyło żadne uczucie
    Nan jest taka slodka i niewinna xd.
    Uwielbiam to Fanfiction

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju kochaaam to <33 szybkoo next ;)
    Harry i Nan <333!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha, super rozdział! ^^ O mój boże :D
    Czekam z niecierpliwością na nexta xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Marcus jest jakiś popierdolony i nie mogę sobie wyobrazić Josepha jako jego, bo mam wrażenie, że to jakiś oblech, a nie taki gorący towar xD
    @ziam__shipper_

    OdpowiedzUsuń
  7. suuuper ;)
    wszystko się trochę skomplikowało, ale Harry rozwiąże te wszystkie problemy hah
    czekam na kolejny:*

    OdpowiedzUsuń