piątek, 13 marca 2015

Rozdział 5

*Harry*
Opadłem z Abigail na łóżko. Nie sądziłem, że będę miał takie miłe przywitanie w domu. Stanęła w holu w seksownej bieliźnie. Nie marzyłem o niczym innym jak o tym, żeby ją przelecieć. I wylądowaliśmy tu. Nasze ciała były już bardzo rozpalone, a ja z każdą sekundą pragnąłem Abigail coraz bardziej. Całowałem ją zachłannie po ustach, szyi, a później po piersiach. Pragnąłem tego. Bardzo. Na to wygląda, że ona też. Nie chciałem się kłopotać z jej koszulką, więc ją po prostu zerwałem.
- Jesteś moja, wiesz to prawda? - wysapałem do jej ucha. Przesuwałem rękoma po jej udach. Co chwila zahaczałem o koronki bielizny. Była piękną i pociągającą kobietą. Może jedynie namiętność nas łączyła? Nigdy nie padły słowa "Kocham cię" od żadnego z nas.
- Wiem - powiedziała szybko oddychając. Widziałem w jej oczach ten tajemniczy błysk, który towarzyszył jej zawsze podczas naszego stosunku.
Uśmiechnąłem się do niej łobuzersko i namiętnie pocałowałem.
Nie znałem umiaru. Nie ominąłem żadnej części jej ciała. Wszędzie obdarowałem ją pocałunkami. Zostawiłem kilka malinek. Czasami bardzo ją denerwowały. Trudno. Przeżyje. Jęknęła głośno, kiedy moje usta znalazły się przy jej kobiecości. Mmm była wilgotna. Dla mnie. Musiałem jej spróbować. Delikatnie przejechałem językiem z góry na dół, po czym zatoczyłem kółko. Wiła się na łóżku i jęczała, gdy to robiłem. Zupełnie tak jak uwielbiała.
Powtórzyłem swój ruch i włączyłem w to palce. Delikatnie, ale z pazurem włożyłem w nią dwa i zacząłem poruszać. Słyszałem jej głos, który był istną muzyką dla moich uszu. Wbijała palce w miękkie poduszki rozrzucone na łóżku. Uśmiechnąłem się odrywając usta od jej cudownego skarbu. Prawie doszła. Na więcej nie pozwoliłem. Przesunąłem się do góry i przejechałem palcami po jej dolnej wardze.
 - Obliż - wymruczałem, przesuwając ustami po jej szyi.
Posłusznie otworzyła buzie i zaczęła ssać. Wyglądała rozkosznie, chociaż wkurzyła by się, gdybym jej tak powiedział. Nie lubiła takich 'słodkich' określeń. Była kobietą z pazurem. Wolała to robić na dziko lub ostro. Nie inaczej. Choć wolałbym raz dla odmiany zrobić to romantycznie... cóż. Pomarzyć można, prawda? Westchnąłem cicho. Miałem nadzieję, że kiedyś nadarzy się okazja. Na razie mi odpowiadało. Lubiłem jej igraszki. Zabrałem palce i wpiłem się w słodkie usta Abigail. Miałem ochotę być w niej. Zaraz, teraz, już. Nie miałem zamiaru czekać dłużej, więc pośpiesznie zdjąłem pozostałe ubrania z pomocą dziewczyny. Gdy tylko byłem nagi, rzuciłem się na nią ponownie i znów zacząłem całować.Od szyi, pomiędzy piersiami, aż po kobiecość. Była gotowa. Kompletnie gotowa, aby mnie przyjąć. Obróciłem nas i to Abbie była na górze. Odgarnęła brązowe, długie włosy do tyłu i oparła ręce o mój tors.
- Tabletki? - spojrzałem na nią, łapiąc jej biodra. - Brałaś kotku?
- Tak. Jak zawsze - odparła, przejeżdżając dłońmi po mojej urzeźbionej klatce piersiowej. Lubiła ten widok. Wiedziałem o tym.
Podobało jej się to, że dbałem o sprawność fizyczną. Że ćwiczyłem. Miałem dla kogo.
- Nabij się maleńka - mruknąłem nie mogąc dłużej wytrzymać.
Chwyciła mojego sporego przyjaciela i bardzo mocno nabiła się na niego. Zawyła jednocześnie z rozkoszy i bólu, jednak zaczęła poruszać swoimi biodrami, co wprawiło mnie w błogi stan. Uwielbiam jak była na gorze. Wchodziłem wtedy do końca. Przesuwałem po jej plecach rękoma. Nasze oddechy były szybkie i mieszały się ze sobą.
Abigail zaczęła się coraz szybciej poruszać i już wiedziałem, że już dochodziła. Ja również zaczynałem czuć jak fala przyjemności kumuluje się najpierw, a później rozchodzi po całym moim ciele. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. Opadła na mnie, krzycząc moje imię, co brzmiało wspaniale. Zresztą jak zawsze. Przykryłem nas kołdrą. Nie zamierzałem wstawać.
Czułem się teraz najszczęśliwiej na świecie. Tak bardzo cieszyłem się, że mam taką cudowną żonę, która wie, jak mnie zaspokoić i kiedy.... To skarb. Nikomu jej nie oddam...Na pewno nie Marcusowi. Nie będzie tak łatwo. Chciałem zdobyć, to co on miał, ale nie za taką cenę. Pocałowałem Abbie w skroń i położyłem ją obok siebie. Może chwila drzemki. Później musiałem chłopakom zdać relację ze spotkania. To będzie ciężkie, bo w zasadzie nic z tego nie wyniosłem, ale to wszystko przez naszego byłego szefa... W pewien sposób cieszę sie, bo jestem na pewno lepszą osobą na to stanowisko, niż on. To wiem na sto procent.
Ale też wiem, że on ma mnie w garści, co było bardzo frustrujące. Musiałem ułożyć plan. Tylko jak? 
*Nannine* 
Obudziłam się następnego ranka. Tak powiedział doktor Tomlinson. Byłam nieprzytomna godzinę, a potem po prostu zasnęłam. Ciekawa jestem tylko, co się stało z tamtym dziwnym mężczyzną. Zniknął? Zostawił mnie na ławce nie przytomną? Może mnie zaniósł do budynku? Nie mam pojęcia, ale jestem bardzo ciekawa.
Leżałam w kolejnym, białym pomieszczeniu. Było ich tu tysiące, więc niczym się nie różnił. Tak samo wyposażony, takie same kolory...
Wiedziałam jedynie, że to nie był mój pokój. Tutaj nie było moich rzeczy, a sprzęty medyczne. Do ręki podpięto mi kroplówkę. Wzdrygnęłam się, widząc wenflon. Okropne. Nienawidziłam igieł. Rurek. Krwi. Coś ohydnego. Zamknęłam oczy, czując ze światło jarzeniówek bardzo mnie męczy. Nie wiedziałam, czy już mogłam wstać. Przecież miałam lekcje. Poirytowana prychnęłam pod nosem i rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś, czym mogła bym kogoś tu przywołać. Na szafce obok zobaczyłam coś jak pilot? nacisnęłam zielony guzik i chwilę później w drzwiach ujrzałam lubianą panią doktor.
- Witaj Nan - uśmiechnęła się zmęczona i podeszła do mojego łóżka. Chyba nie spała całą noc. - Jak się czujesz? Wszystko dobrze? Wystraszyłaś nas.
- Em... myślę, że tak. Ale powiedz mi. Gdzie wy mnie znaleźliście? - spytałam analizując wszystko, co się ostatnio wydarzyło.
- Chyba jakiś pacjent cie przyniósł. Nie wiem - pokręciła głową i spojrzała na monitor od łóżku. - Louis wspominał ze jakiś mężczyzna. Nie dopytywałam.
- Ach... rozumiem - odparłam zmieszana.
Czyli jednak nie jest takim złym, za jakiego go miałam, chociaż... nic o nim nie wiem. Groził mi. Pamiętam to dobrze. Nie chcę, żeby tu wracał. Przez niego musiałam zobaczyć matkę, a teraz czuć tą obrzydliwą igłę w swojej ręce...Wspominałam, że mnie to brzydzi? Nie wytrzymam z tym dłużej...Skrzywiłam się i doktor musiała to zauważyć. Błagam, niech mnie odłączą. Chciałam już wrócić do swojego łóżka. Poza tym miałam sesję z psychologiem. Może on mi wyjaśni, co ten facet tu robił. Chociaż...Nie. Nie powinnam o tym myśleć i się przejmować. To jedynie niepotrzebne nerwy. Kobieta podeszła do mnie i podała szklankę wody.
- Wypij, dobrze? Chcesz już wrócić do siebie? Nie masz zawrotów głowy? - zapytała delikatnie.
- Nie. Wszystko w porządku. Mogę już wrócić do siebie? Na prawdę nie chcę tutaj siedzieć. Nie lubię igieł - poinformowałam upijając łyka cieczy ze szklanki.
Wolałam swoje cztery ściany, niż to. Niby i tak było biało, ale miałam tam swój pamiętnik i książki. Tego mi było trzeba. Zapomnienia o tam tej sytuacji, pogrążenia się w historiach pisarzy. To jedyne, co ratowało mnie przed samotnością lub nadmiarem problemów,kłopotów i innych. Zawsze, gdy miałam swoje humorki lub nie chciałam z nikim gadać, to wsadzałam nos w książki i czytałam, póki nie usypiałam. Był to mój mały świat.
Książka i ja. Nic więcej. Mój jedyny ratunek. Gdy doktor odprowadziła mnie do pokoju i upewniła się, że wszystko dobrze, wyciągnęłam spod poduszki pamiętnik. Czas to wszystko opisać. Nie wiedziałam, jak to działa, ale pomagało. Mogłam się wyżalić, chociaż nikt nie mówił mi co mam robić. Mogłam wracać do wspomnień, lecz tego nie robiłam
Chyba nie chciałam. A może to był strach.
Wzięłam długopis oraz głęboki oddech. Byłam gotowa, aby spisać swoje przemyślenia.
"Drogi pamiętniku,
Obudziłam się dzisiaj nie w swoim łóżku. Ostatniego dnia zemdlałam przez duszności oraz obraz mamy z tam tego wieczora. Wiesz, że nie lubię tego wspominać. Wcale nie chciałam o tym myśleć. Przyszło samo. Dręczy mnie tożsamość lekarza, który kazał zachować mi poufność. Zupełnie nie wiem co tu robił. Nie chciał, żebym komuś zdradziła, że tu był. Wystraszył mnie, czego efektem było to całe zajście. Mam nadzieję, że więcej nie wejdę mu w drogę. Tak będzie lepiej. Nie wydaje się być przyjaznym gościem. Mimo tego, że jest lekarzem. Może jakimś specjalnym, bo kazał zaprowadzić się do izolatki. Doktor Louis uprzedził, abym tam nie chodziła. Podobno zamknęli jakiegoś przestępce, ale wylądował tutaj jako wariat. Oh...czy ja to właśnie napisałam? Wariat...Ale ja nie jestem wariatką? Jak myślisz? Nie chcę być wariatką..."
Nagle usłyszałam donośne pukanie. Zdziwiłam się, ponieważ nie było to pukanie do drzwi, ale do okna. Zdezorientowana i lekko przerażona, próbowałam wyjaśnić sobie, że to może jakieś zwierze. Niestety zaraz znów powtórzył się ten sam dźwięk, co zaprzeczyło mojej teorii. To nie mogło być zwierze... Zamknęłam pamiętnik i wsunęłam go pod poduszkę, po czym ostrożnie wstałam z łóżka i lekko pochylona, nieufnie dążyłam do źródła hałasu. Zmrużyłam oczy, by lepiej ujrzeć coś, co mi przeszkodziło chwilę temu. Wyciągnęłam rękę na wprost siebie i szybkim ruchem odsunęłam na bok firankę. W pierwszej chwili nic nie zobaczyłam, ale zaraz dostrzegłam postać siedzącą na gałęzi tuż pod moim oknem. Jedną ręką zakryłam usta, by przypadkiem nie wydostał się z nich krzyk przerażenia. Oczy otworzyłam szeroko, będąc w szoku i obserwowałam punkt mego zainteresowania. Nagle istota pomachała mi jedną ręką, a ja mimowolnie odeszłam o krok w tył. Bałam się. Bałam się tego, czego nie znałam. Jednak wiedziałam, że muszę jakoś postąpić. Stchórzyć? Nie. To nic nie da. Muszę wreszcie się przełamać.
Po krótkiej walce samej ze sobą, postanowiłam uchylić okno i sprawdzić, co się wydarzy. Jedynym plusem było to, że osłaniały mnie jeszcze kraty, więc nic złego nie powinno się stać. Złapałam za metalową klamrę i pociągnęłam ją ku górze. Okno nieco się uchyliło, a ja szybko usłyszałam ciężki oddech postaci.
- K-kim j-jeste-eś? - wybełkotałam bacznie obserwując rozmówcę.
- Nie ważne - odparł obojętnym, chłodnym tonem. - Nie interesuj się. Nie wiem jak to zrobisz, ale masz zrobić wszystko, abym mógł wejść niezauważalnie do środka. Muszę z kimś porozmawiać - zrobił pauzę. Zmrużyłam oczami, zaciskając palce na parapecie. Co miałam zrobić? Posłuchać  go? Walczyłam z myślami, gdy on znów zaczął mówić. - Nie zawiedź mnie Sunshine.
Bez słowa zamknęłam okno i wyszłam z pokoju. No i co ja mam zrobić? Myśl dziewczyno, myśl! - powtarzałam sobie w głowie niczym mantrę. Jedyne pomieszczenie, gdzie nie ma krat w oknach to pokój lekarski. Jak niby mam tam wejść jak gdyby nigdy nic i jeszcze wpuścić przez okno tego doktorka? Ugh...
Truchtem pobiegłam do pożądanego pomieszczenia. Zapukałam delikatne do drzwi, a kiedy nikt mi nie odpowiedział, ani nie otworzył, postanowiłam sama wejść. Najpierw upewniłam się, że nikt mnie nie widział, a następnie szybko przecisnęłam się do środka przez lekko uchylone drzwiczki. Podeszłam do pierwszego lepszego okna i powoli je otworzyłam. Rozejrzałam się na boki, a kiedy spostrzegłam postać siedzącą dalej na tej samej gałęzi, zapukałam w parapet. Lekarz obrócił się w moją stronę, a ja machnęłam mu ręką, by przyszedł właśnie tutaj. Cofnęłam się do wnętrza pomieszczenia i cierpliwie czekałam na to, aż zielonooki mężczyzna wdrapie się do środka.
Wskoczył do pomieszczenia tak sprawnie, jak pantera. Odsunęłam się momentalnie. Zamknął okno, a ja obserwowałam każdy jego ruch. Wydawał się spokojny. Opanowany. W końcu podszedł do mnie. Natknęłam się na ścianę. Nie rozumiałam. Miałam go jedynie tutaj wpuścić. Przyjrzał mi się i zwilżył dolną wargę językiem, co od razu zauważyłam.
- Dziękuję, dzielna dziewczynka - wymruczał, przybliżając się jeszcze bardziej.
Czarna koszula idealnie dopasowana do jego mięśni. Podwinięte rękawy, które pozwalały ujrzeć liczne tatuaże. Wow, dużo. Chciałam się odezwać, lecz usłyszałam szmer na korytarzu. Ktoś właśnie zamierzał tu wejść.
Spanikowana zaczęłam myśleć nad ucieczką, kiedy lekarz wpuszczony przeze mnie, odsunął się i szybkim krokiem stanął za drzwiami, które się otworzyły. Do środka wszedł doktor Tomlinson, przeglądając jakieś dokumenty. Podszedł do biurka, ale wtedy zauważył mnie.
- Nannine? - zmarszczył brwi, patrząc w moje oczy. - Co tu robisz? Coś się stało? Dalej jest ci słabo? - zadał kilka pytań, zabierając teczkę z biurka.
- Yyy... tak, właśnie szukałam pani doktor, żeby mi pomogła - skłamałam, karcąc się za to w duszy. Musiałam okłamać najbardziej 'bliskich' mi ludzi. Bliskich w sensie, iż pomogli mi więcej niż ktokolwiek wcześniej w moim życiu.
- Doktor Pietrovna jest na korytarzu i rozmawia z jednym z podopiecznych. Jeśli znów coś będzie nie tak, niezwłocznie zgłoś to - powiedział uważnie mi się przyglądając.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i po prostu wyszłam z pomieszczenia.
W końcu miałam tylko wpuścić tego mężczyznę, a nie niańczyć go, prawda?
Podeszłam zwinnym krokiem do lekarki i uśmiechnęłam się delikatnie, by dać jej znać, że chcę porozmawiać TYLKO z nią.
Po chwili do mnie podeszła. Wskazała ręką na krzesełko przy ścianie. Usiadłam razem z nią. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Nie czułam się źle. Może trochę przez to, że okłamałam jej narzeczonego, ale musiałam. Inaczej nie udałoby mi się wpuścić tego mężczyzny. Byłam też ciekawa, czy doktor w końcu go zauważył. Ale przecież byli po fachu. Miał mieć pretensje, że ten wykonuje swoją pracę?
- Nan, jutro zajęcia będziesz miała normalnie - brunetka położyła delikatną dłoń na moim kolanie. - Nie możemy pozwolić, abyś zaprzepaściła szanse edukacji. Chciałaś coś ode mnie? Mogę ci jakoś pomóc, bo w zasadzie, ja mam do ciebie pewną prośbę - zerknęła na mnie z uśmiechem.
- Em... w zasadzie, to było mi troszkę słabo, ale teraz gdy siedzę, jest w porządku - wymamrotałam zachowując kamienną twarz.
Spojrzała na mnie zaniepokojona. Chwile później zbadała mój puls. Zorientowała się, że wszystko jest w porządku, więc ja tez byłam oto spokojna. Zagryzłam wargę i spuściłam głowę. Kolejne kłamstwo dzisiejszego dnia.
- Nan - pani doktor ścisnęła lekko moje kolano. - Chciałabym od ciebie rady - poprosiła nieśmiało. - Jesteś młoda, czytasz dużo tych magazynów młodzieżowych i znasz się na trendach. No, wiesz co może się podobać mężczyzną, a Louis jest ode mnie młodszy - bawiła się nerwowo końcem rękawa od białego fartucha. Pierwszy raz widziałam ją taką zdenerwowaną. - Idziemy na randkę w sobotę i nie wiem co mam ubrać. Mam zdjęcia sukienek, które są w mojej szafie, ale to chyba nie to..
- O matko, ale będzie fajnie! - krzyknęłam bardziej entuzjastycznie, niż miałam to w zamiarze, jednocześnie przerywając kobiecie. Złapałam lekarkę za rękę i pędem pobiegłam do siebie do pokoju.
Wskazałam lekarce, by usiadła u mnie na łóżku i wyciągnęła zdjęcia swoich sukienek, a ja w tym czasie wyjęłam parę magazynów modowych.
Miała zupełną rację. Wszystkie sukienki jakie miała były bardzo poważne i zdystansowane. Trzeba było to zmienić. Pan Louis nie wyglądał na sztywniaka. Czasem pozwalał mi, poznać siebie od tej drugiej strony.
Tak więc przewertowałam wszystkie gazety, nie zatrzymując się na żadnych długich sukniach. Wreszcie znalazłam coś, co idealnie podkreślało typ urody pani Pietrovnej, nie pokazywało zbyt wiele, ale też nie kryło dużo. Była to średniej długości czerwona sukienka bez ramiączek z pięknie pomarszczonym materiałem na biuście, który w samym środku schodził się do jednego punktu, który ozdabiał prostokątny, pionowy i przejrzysty biały kamień.
Zrobić do tego odpowiedni makijaż i pan Tomlinson oszaleje z zachwytu.
Podobało mi się to, co znalazłam. Zauważyłam, że pani doktor, również była zachwycona. Przyglądała się sukience z delikatnym uśmiechem. Pokiwała głową.
- Dziękuję - pocałowała mój policzek, czym byłam mile zaskoczona. - Będzie idealna. Cudowna. Co byś chciała? Chcę się odwdzięczyć za radę.
Hm... tego się nie spodziewałam. Czego ja mogłabym chcieć? W zasadzie, to jest taka rzecz.
- Em... no więc... zna pani jakąś miłą osóbkę w moim wieku na terenie ośrodka? Nie mam z kim rozmawiać, a ostatnio naszła mnie ochota... Chociaż nie musiałabym mówić sama do siebie... - wymruczałam, bawiąc się własnymi palcami, które wydały mi się teraz bardzo interesujące.
Pokiwała głową i uśmiechnęła się.
- Kogoś ci znajdę - obiecała.
Pożegnałyśmy się i kobieta wyszła. Może w końcu nie będę całkiem sama?
__________________________________
Siemka wszystkim! Jak wam minął tydzień? No bo... nareszcie jest PIĄTEK ^.^
Co myślicie o rozdziale? Jak wam się podoba ogólnie FF?
Mamy nadzieję, że emocje jakie wam towarzyszą podczas czytania są wyłącznie pozytywne.
Pozdrawiamy serdecznie!
Do następnego.
Zapraszamy na:
Vanillia
Justin Bieber Dark
Faster Than
Love Me Like You Do
Pozdrawiamy! Do następnego! <3
Papa!
POLECAMY : http://t.co/cG1FWSjMLy
Natx & Skyfallgirl

12 komentarzy:

  1. Pierwsza! Omg *.* Rozdział wyszedł cudownie <3 Aww, czekam z niecierpliwością na nexta xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba rozdział ��
    I już czekam na next *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co mam napisać więc powiem tylko tyle ukłon do kostek oraz szacun za genialną wenę ❤
    Ściskam
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział totalnie mnie zatkało czekam na next <3
    http://sweetlittlegirlsadventure.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. cudny!! xx
    @ziam__shipper_

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział :)
    Uwielbiam te fanfiction, gdy czytam rozdziały tylko same pozytywne wrażenia :)
    Uwielbiam Nanine ,jest taka urocza,ciekawe co z Harrym,ciekawe czy go Louis zobaczył :/
    Życze weny i do następnego :**
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej ! Zostałaś nominowana do LBA
    Więcej informacji na http://sweetlittlegirlsadventure.blogspot.com/p/liebster-award.html
    Gratulację

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreszcie przeczytałam! Bardzo mi się spodobał wasz blog i zamierzam czytać dalej :D Macie fajny i lekki styl pisania, więc dobrze się go czyta. Pomysł też bardzo ciekawy, strasznie bym już chciała wiedzieć o co dokładnie chodzi w ,,Złotym jabłku". Mam nadzieję, że wyjaśnią się powody samobójstwa mamy Nannine.
    Opisy też są dobre i ogólnie nie ma się do czego przyczepić ;). Cieszę się, że znalazłam czas na przeczytanie bo widzę, że warto. I rany zwiastun zachwyca, naprawdę.
    Piszcie szybko kolejne rozdziały, będę czekać!
    W wolnej chwili zapraszam na : http://love-why-not.blogspot.com/ i mój nowy blog na którym właśnie pojawił się prolog http://four-steps-to-the-bottom.blogspot.com/
    (bardziej polecam drugiego bo na starszym pierwsze rozdziały to była dopiero moja nauka pisania)
    I jakbyście miały ochotę pogadać, czy informować o rozdziałach, to piszcie na tt @Gabriela_Eva13

    OdpowiedzUsuń